28 czerwca 2012

List Gończy


POSZUKIWANY, ŻYWY LUB MARTWY
 
Imię i Nazwisko:  Jason 'Patric' Firewalker - godnośc zmieniona z uwagi na czasy, w jakich obecnie żyje. 
Wiek: rzeczywisty - 3894 lat - wygląda na 25.
Rasa: Podobnie jak Lewiatan, Ziz czy Behemot... po prostu starożytny bóg, który notabene został zdegradowany do roli bestii. Nie mylić z prawdziwym Bogiem. Ogólnie, jak to bestia - posiada postac ludzką i postac bestii. 
Pochodzenie: Stwór wykuty z kamienia w starożytnej Babilonii, który przy pomocy tamtejszych magów ożył by niszczyć wrogów Babilonu. W czasach świetności kraju przez Eufrat i Tygrys, żył jako duch opiekuńczy i strażniczy. Po upadku Persji został wyzwolony i skazany na tułaczkę po świecie. 
Informacje bądź co bądź szczególne: 
- połyskujące srebrem jasne, właściwie prawie białe włosy, półdługie. 
- w formie ludzkiej tatuaż pod lewym okiem. 
- w ludzkiej formie oczy fioletowe a w formie bestii oczy czerwone.
- odkąd wymyślono broń palną, lubuje się w pistoletach. Nosi przy sobie ukochaną, srebrną berettę z nabojami nie tylko na ludzi... 
- w formie ludzkiej elegant. Biały garnitur, czarna koszula. 
- wysoki, bardzo wysoki wzrost. 
- kocha słodkie, czerwone wino i ogólnie... lubi też piwo.
Zdolności: Jego najważniejszą zdolnością i najbardziej rzucającą się w oczy jest zdolność przemiany w przedziwną i paskudną bestię. Łączy się z tym brutalna siła, niezwykła precyzja... W jakimś tam stopniu wykorzystuje również starożytną magię, ale nie tak często jakby się mogło wydawać. Jest jednak mistrzem skutecznego likwidowania istot żyjących. 
Charakter: Ciężki - tak można by opisać jego sposób bycia jednym słowem. Po prostu nie jest zbyt przyjemnym gościem. Szorstki wymuszony uśmiech, to jedyna grzeczność, na którą go stać. Z reguły jego domeną jest stoicki spokój i chłodne obejście. Kamienna twarz to jego wizytówka, dlatego nie sposób go rozśmieszyć... chyba... że coś jest rzeczywiście zabawne lub kiedy humor podchodzi pod jego własną abstrakcję. Tak... myśli bardzo abstrakcyjnie i ogólnie trudno go zrozumieć. Być może fakt, że przez wiele wieków traktowany był jak ósmy cud świata sprawił, że na późniejsze lata pozostał po prostu aroganckim megalomanem, który trzy razy się zastanowi, czy jesteś w ogóle godnym jego uwagi, a co dopiero kilku słów. 
Wygląd: Jest wysoki i postawny. Mierzy prawie 2 m wzrostu w postaci ludzkiej. W tej też postaci ma fioletowe oczy, srebrzyste włosy i specyficzny tatuaż pod lewym okiem. Jego skóra jest naturalnie jasna, bez właściwie żadnej skazy - tak jakby alabastrowa albo koś słoniowa - do tego nigdy nie jest zdolna do opalenia się. Poza tym nic szczególnego. 
Jako bestia wygląda nieco mniej korzystnie... może wcale nie tak nieco... W każdym razie w postaci bestii jego skóra jest szara i pokryta znamionami. Posiada na głowie długie rogi, oczy są czerwone, zęby nienaturalnie długie i ostre, na palcach szpony a na plecach ogromne, smocze skrzydła zaopatrzone w wielki, chwytny szpon. Ma trójpalczaste stopy zakończone szponami, podobnie jak u ptaków. Ogólnie nie wygląda zbyt przyjaźnie.

54 komentarze:

  1. W ludzkich kręgach przyjęło się mówić, że jeśli robisz coś złego, ukrywasz się w cieniu nocy. Nic więc dziwnego, że większość istot, zamieszkujących zamek Devona Muree ożywało dopiero o bardzo późnych godzinach.
    Takim właśnie stworzeniem była Ensari, która prawie nigdy nie wychylała nosa poza swoją komnatę za dnia. Światło słoneczne zbyt mocno ją drażniło, aby mogła normalnie funkcjonować w jego promieniach.
    Tej nocy, około godziny pierwszej, postanowiła udać się na spacer po rozległych terenach należących do zamku. Mimo, iż nie padało, nad głową rozłożony miała czarny parasol. W przeszłości młode arystokratki spacerowały w taki sposób, aby uniknąć opalenizny, która była oznaką pospólstwa i biedy. Dlaczego brunetka miała rozłożony parasol nawet w nocy? Kto ją tam wie... rzadko kiedy się z nim rozstawała.
    Przechodziła właśnie jedną z licznych ścieżek, tworzących skomplikowany labirynt na posesji demona Muree, kiedy poczuła na sobie czyiś wzrok i to niezbyt przyjazny. Odwróciła się w stronę nieznajomego, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech.
    - Dobry wieczór - odparła uprzejmie, ledwo dostrzegając sylwetkę mężczyzny, ukrytą w cieniu za jej plecami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyrósł jakby z pod ziemi i oparł się plecami o ścianę, w dłoni trzymając list gończy za niejakim "Jason 'Patric' Firewalker"
    - No no, kogo tu przywiało. Demon wyszczerzył się złośliwie ale po chwili papier spłoną w jego rękach.
    - Nawet nie obiecali za ciebie nagrody. Prychną zawiedziony i skiną mu głową.
    - Witamy bestie stara jak świat.

    OdpowiedzUsuń
  3. William również dostrzegł podobieństwo i szczerze mówiąc wcale mu się to nie spodobało, jednego że zdawał sobie sprawę z kim ma do czynienia wolał nie rzucać się na niego z tak błahego powodu. Zerkną na jego broń i skiną z uznaniem głową.
    - ja nie używam broni palnej. Zagadną go w sumie od niechcenia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Odwróciła się do niego przodem, aby mieć lepszy widok na jego poczynania. I tak kiepsko widziała w tych ciemnościach, a mężczyzna wyraźnie uważał ją za jakiś defekt, który trzeba usunąć. Nie żeby się bała, nie miała czego. Mógł ją skrzywdzić, ale nie zabić, a nawet gdyby mógł... chyba przyjęłaby to z aprobatą. Nadal nie pogodziła się z tą marna egzystencją w ludzkim świecie.
    - Dla mnie bardzo dobry. Jeśli dla pana nie okazał się przyjemny, to bardzo mi przykro - powiedziała dźwięcznym głosem, nie przestając się uśmiechać. Aż zionęło od niego nienawiścią, niczym od dzikiego zwierzęcia. Była naprawdę ciekawa, czy w tej sytuacji zachowa się właśnie jak dzikie zwierze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Patrząc na mężczyznę pokręcił tylko głową, knociki jego ust uniosły się nieznacznie ku górze a kosmyki białych włosów opadły na czoło. Jego szare oczy jak zwykle nie wyrażały nic, może to przez barwę? A może przez to że podobno Coltin nie miał duszy?
    - Jestem William Coltin. Przedstawił się bestii i następnie skiną głową.

    OdpowiedzUsuń
  6. William nie mógł się powstrzymać i prychną śmiechem, jednak można było w nim wyczuć również notę serdeczności.
    - Nie musiałeś się przedstawiać, miałem twój list gończy dobrze wiem kimś jest. Stwierdził obojętnym tonem po czym założył, na twarz zdobioną maskę którą cały czas trzymał w dłoni.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pokręcił głową i ruszył się z miejsca, podszedł do niego.
    - Posłuchaj niejaki Jasonie, tu nie jesteś żadnym bóstwem, nikt cie nie wielbi i nikogo nie interesuje jak stary jesteś, co przeżyłeś i dokąd zmierzasz, w tych czasach liczy się tu i teraz jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś radze sobie to szybko uświadomić. Po tych słowach William uśmiechną się wrednie jednak nic nie szło zauważyć przez zdobioną maskę na twarzy, widać było jedynie niewyrażające nic oczy a usłyszeć można było jego twardy, zimny ton.

    OdpowiedzUsuń
  8. William znów się zaśmiał swoim niskim męskim głosem i spojrzał na niego przejeżdżając dłonią w rękawiczce po swojej szyi by sprawdzić czy ten go zadrapał ale gdy okazało się że nie jego ręka znów zwisała swobodnie przy jego ciele.
    - A więc musisz mieć strasznie małe zęby. Po tych słowach znów się zaśmiał i usiadł na schodach które były tuż za nim.
    - Aż jestem ciekaw czym to ja cię tak rozbawiłem.

    OdpowiedzUsuń
  9. William nie miał zamiaru sobie pójść wyszedł z założenie że jeżeli tak bardzo irytuje nowego mieszkańca zamku to ten może się oddalić, przecież demon nie miał zamiaru za nim iść jak jakaś upierdliwa panna i gderać nad uchem.
    - Oh jestem tylko młodym demonem. Chciał powiedzieć to tak by zabrzmiało jakby uważał się za gorszego od bestii lecz nie wyszło mu to zbytnio i zaśmiał się głucho. William nie wyznawał zasad że kto dłużej żyje ten jest mądrzejszy czy silniejszy, dla niego naprawdę liczyło się tu i teraz, co było kiedyś bądź co będzie w przyszłości mało go interesowało, jak to demon żył do puki ktoś go nie uśmiercić bądź sam tego nie zrobi, uważał więc że to zbyt duży szmat czasu by wszystko pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
  10. William tylko pokręcił głowa gdy ten powiedział coś o jego rasie, miał skomentować że sporo tu demonów ale odpuścił sobie, siedział tak przyglądając się swoim białym rękawiczką, co róż poprawiał coś na jednej aż wreszcie ściągną ją z dłoni, dłoń była cała w bliznach, tak jakby walczył z kotem lecz widać było że to coś silniejszego, można było dostrzec że blizny są już stare czyli nie maja zamiaru zniknąć z jego ciała, William nie przeją się tym że ta paskuda mogła to zobaczyć, poprawił swoja rękawiczkę i znów naciągną ją na dłoń, tym razem już zadowolony.

    OdpowiedzUsuń
  11. William pominą jego retoryczne pytanie, w sumie siedziało mu się całkiem dobrze, zerkał do na niego to gdzieś w dal zamyślony.
    - Co cie w nich tak fascynuje? Zapytał dostrzegając że ten gapi się bez ustanku przez okno i chyba mu się to podoba, chyba nie robi tego od niechcenia.

    OdpowiedzUsuń
  12. William zamyślił się na dłuższą chwilę po czym znów zerkną na niego i skiną głową.
    - Oni cie wielbili. Stwierdził, chyba dopasował to wszystko sobie po swojemu, rzecz jasna mógł się mylić ale właśnie teraz tak mu się to poukładało.
    - Według mnie to bardzo dziwne istoty, jednak nic do nich nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zmierzyła raz jeszcze sylwetkę mężczyzny, jakby chciała się upewnić w tym, czy na prawdę aż tak kiepsko go widzi, czy tylko jej się wydaje. Roześmiała się cicho, w odpowiedzi na jego słowa i podeszła bliżej niego. Może nawet za blisko, przez wzgląd na to, że mężczyzna był nastawiony do niej w dość negatywny sposób. Ale właściwie, czego mogła się z jego strony obawiać?
    - Jest mi przykro... - zaczęła swoją wypowiedź tonem nauczycielki, tłumaczącej najprostszą rzecz małemu, niezbyt rozgarniętemu dziecku - ... ponieważ ja miałam udany dzień, a pan nie. To według mnie dość nieprzyjemne - powiedziała z delikatnym uśmiechem na twarzy.
    - I nie przypominam sobie, żebyśmy przechodzili na 'Ty'. - dodała, nieco chłodniejszym tonem. Nie lubiła, gdy ktoś zwracał się do niej w tak pospolity sposób. - Nazywam się Ensari. I jeśli pana irytuję, to chyba ma pan mały kłopot czyż nie? Niezależnie od tego jak silny pan jest, nie łatwo będzie się mnie pozbyć. Nie jestem marnym człowieczkiem - powiedziała, niemal rozbawiona tymi słowami. - będzie musiał pan nauczyć się ze mną żyć.

    OdpowiedzUsuń
  14. Cała jego postać niesamowicie ją bawiła. Uwielbiała zadufanych w sobie pseudo bożków, która sława zaginęła dawno, dawno temu. Byli niesamowicie zabawni, kiedy zadzierali nosa i uważali się za lepszych od innych. Głównie dlatego, że nie mieli podstaw, aby się tak czuć.
    - Mnie to obchodzi, gdyż wiem co to dobre maniery. Nie wiem czemu spodziewałam się tego po czymś takim, jak pan. - odparła ze śmiechem i pokręciła delikatnie głową na boki.
    - Może mnie pan nazywać jak chce. - odparła dość obojętnym tonem. - jak kto woli - powtórzyła po nim - a jak dalej będzie pan tak zadzierał głowę do góry, to szybko się pan potknie. - dodała z wyraźnym rozbawieniem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jej zachowanie rzeczywiście od czasu do czasu było przesadzone. Wynikało to jednak z wygodnickiego trybu życia, jakie zawsze prowadziła. Zawsze obracała się w kręgach wysoko postawionej arystokracji, co wyryło w niej odruch bezwarunkowej, czasem nawet wymuszonej uprzejmości. Można by wręcz posunąć się o stwierdzenie, że tak ją wychowano, choć sama doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie zawsze powinna zachowywać się w ten dziwny, pełen szacunku sposób wobec ludzi.
    - Mimo, że ma pan nieco ciężki charakter, to i tak miło mi pana poznać. I nie mówię tego z tej nieznośnie wyuczonej grzeczności. Zwyczajnie szanuję istoty podobne do mnie, wszyscy tkwimy w jednym bagnie. - rzuciła, z delikatnym grymasem na twarzy. Czy rzeczywiście tak było? To kwestia sporna. W końcu jednych nieśmiertelność mogła męczyć, innych wręcz cieszyć. Brunetka należała do tej pierwszej grupy.
    - Nie martwię się. Gdyby raz zadrapałby pan sobie ten zadarty nosek, to tylko wyszłoby panu na dobre - powiedziała, obserwując jego poczynania. Nie wiedziała jednak w jakim kontekście odniósł się do płonącego Babilonu, ale nie była to też wypowiedź skierowana do jej osoby, dlatego zwyczajnie ją zignorowała.

    OdpowiedzUsuń
  16. William pokiwał głową w zamyśleniu, w sumie ludzie byli mu obojętni, czasem im trochę zazdrościł, ich życie było takie krótkie i mieli wyznaczoną mniej więcej tą granicę a demon już dawno zaczął się nudzić.
    - Jak to ludzie. Mrukną wzruszając ramionami i znów zajął się swoją rękawiczką która chyba własnie dziś go irytowała.

    OdpowiedzUsuń
  17. William spojrzał zaskoczony pytaniem na Jasona, po czym znów zerkną na dłonie w rękawiczkach i wreszcie ściągną jedną, znów można było zobaczyć dłoń całą w bliznach.
    - Mówisz o tym? Demon nie miał zamiaru pytać skąd bestia wie o tym jak wyglądają jego dłonie w końcu były zakryte, jednak odrobinę go to nurtowało.
    - To nie istotne, było to dawno temu. William jak zawsze ubrany był od stup do głów, i ta szrama na buzi, to mogło by oznaczać że nie tylko jego dłonie tak wyglądają ale sam o tym nigdy tego nie mówił.

    OdpowiedzUsuń
  18. William skiną głową i zdjął maskę z twarzy która po czym położył sobie na kolanach w podzięce za jego uznanie.
    - To prawda że to nie tak mało ale też nie aż tak wiele, po prostu czasem życie nas nie oszczędza zapewne sam o tym doskonale wiesz. Demon również spojrzał na bestię, mimo wszystko wyczuwał w nim coś swojego, jakąś bratnią duszę, to prawda że ten i często się wściekał ale może to tylko taka strategia obronna.

    OdpowiedzUsuń
  19. Demon skiną głową na znak że rozumie.
    - Może to dla tego tak bardzo ich nie lubimy, bo są tacy podobni do nas. William wzruszył ramionami.
    - Mi w sumie są obojętni. Po tych słowach zamyślił się.
    - Z tą różnicą że tamten człowiek o którym mówisz już ma wieczny spokój, a ja nawet jeśli nie przejmuje się co będzie jutro muszę jakoś przeżyć dziś. Po tych słowach Will westchną i machną ręką.

    OdpowiedzUsuń
  20. William skiną głową na znak że rozumie i po chwili uśmiechną się pod nosem.
    - A więc pytam teraz, skąd to wszystko wiedziałeś? Blizny mógł sobie jeszcze jakoś wytłumaczyć, w końcu ten mógł go zobaczyć gdy poprzednim razem ściągną rękawiczkę ale to zaskakujące że wiedział tez ile William miał lat demon jeszcze nikomu tutaj nie zdradził.

    OdpowiedzUsuń
  21. William zaśmiał się na stwierdzenie o Bogu i przytakną na to że by tego nie kupił. Po czym pokiwał głową z westchnieniem gdy ten powiedział że ma to wypisane na czole.
    - Masz rację liczy się tylko to że wiesz.
    Po chwili jednak rozejrzał się i zmienił temat.
    - Poznałeś już kogoś prócz mnie? Za każdym razem gdy gdzieś w zamku słychać było kroki William oglądał się dość nerwowo.

    OdpowiedzUsuń
  22. William zaśmiał się serdecznie już nawet nie zareagował na to jak nazwał go Jason, chyba uznał że faktycznie jest sporo od niego młodszy, mniej widział, mniej przeżył, a ten mimo ze różnie może to zabrzmieć niech tak sobie mówi.
    - Zapewne masz na myśli Ensari. Po tych słowach znów się uśmiechną.
    - Jest dość specyficzną osobą żeby nie powiedzieć natrętną.

    OdpowiedzUsuń
  23. William skiną głową na znak że zgadza się lecz za chwile stwierdził.
    - Ale mnie również traktujesz jak gówniarz jednego z nich a z drugiej strony mi o nich mówisz więc gdzie tu logika? Demon mu niczego nie zarzucał raczej od tak po prostu mówił to co myślał, nigdy się z tym nie chował, jego to był męski ale delikatny, a usta nawet delikatnie wygięte ku górze.

    OdpowiedzUsuń
  24. W momencie w którym bestia powiedziała o dzieciach Williamowi zszedł uśmiech z twarzy i spojrzał na podłogę.
    - Może i nie miałam ale już rozumiem jak ty to widzisz. Po tych słowach skiną mu głową jednak z bardziej poważnym już tonem i mimiką na twarzy, tak jakby coś mu się przypomniało lub ktoś trafił w jego czuły punkt.

    OdpowiedzUsuń
  25. William słuchał go uważnie, wiedział ze jest starszy, więcej wie i go szanował, gdyby tylko nie był taką mendą ale demon pomijał tą wadę teraz.
    - Może i jak to mówisz smarkacze to kłopot ale jak się ma swoje to jakiś taki pocieszny ten kłopot. Po tych słowach zerkną na swoje dłonie i uśmiechną się nikle pod nosem po czym westchną i jakby już mu przeszło, znów patrzył na bestie przysłuchując się jej a przy tym zachowując jak mężczyzna który tez co nieco wie.

    OdpowiedzUsuń
  26. William uśmiechną się szerzej i zerkną na niego po czym znów na dłonie i westchną ciężko.
    - Nie powinno mówić się obcym o tym co nas boli lecz niech już będzie. Demon zdjął druga rękawiczkę i spojrzał na swe poharatane dłonie.
    - Oddałem ciało za rodzinę co nic nie dało. Stwierdził krótko bo uznał że ten zrozumie co ma na myśli. Spojrzał na niego i skiną lekko głową.

    OdpowiedzUsuń
  27. William zmrużył oczy patrząc na niego po czym wybuchł śmiechem próbując się jednak powstrzymać, gdy tylko udało mu się uspokoić pomachał ręką w powietrzu.
    - Wybacz mi ale to zupełnie nie tak. Dawno temu jako demon założyłem rodzinę, ta rodzina kiedyś została zagrożona przez pewnego osobnika, chciałem ja uratować a skończyło się jak się skończyło. Spojrzał na swoją dłoń i za chwile dodał.
    - Nigdy nie zawierałem paktu z żadnymi ciemnymi mocami, to zwykła wykuta broń tak mnie urządziła.

    OdpowiedzUsuń
  28. William uśmiechną się pod nosem i pokiwał głową na potwierdzenie jego słów.
    - Byłem młody i gówno o wszystkim wiedziałem. Machną dłonią, przed nim pojawiło się źródełko z którego William nabrał w dłonie wody i napił się, zwyczajnie był spragniony, po czym źródełko znów schowało się pod parkiet. Will miał dziwne moce, prawie wszystko wychodziło z ziemi lecz nie panował nad żadnym z żywiołów.

    OdpowiedzUsuń
  29. William uśmiechną się pod nosem gdy Jason z takim entuzjazmem zareagował na jego stwierdzenie, po czym pokręcił głową i przewrócił o czym jednak postarał zrobić to tak by ten tego nie za uwarzył a w razie gdyby jednak dostrzegł jego reakcje uznał ja za pozytywną. Gdy mężczyzna tak się otrzepywał patrzył na niego swymi szarymi oczyma bez wyrazu w końcu on robił to samo gdy miał wrażenie że mógł się gdzieś wybrudzić.
    - Tak próbowałem, niestety nie wyszło. Demon powiedział to z lekkością w głosie jednak po minie można było dostrzec że wcale nie przyszło mu to łatwo.
    - Ale jak już mówiłem było to bardzo dawno temu. Stwierdził na koniec i zerkną na jakąś usychająca paprotkę w rogu.

    OdpowiedzUsuń
  30. William spojrzał w stronę wskazaną przez mężczyznę i podniósł się ze schodów, po czym odruchowo otrzepał się, wiadomo schody bywają brudne. Podszedł do bestii i ruszył razem z nią.
    - Wiesz była taka piękna. Dłonie Williama zarysowały w powietrzu kobiecą sylwetkę ale zaraz opamiętał się i odchrząkną.
    - No tak kobieta. Skiną głowa na potwierdzenie.

    OdpowiedzUsuń
  31. William zaśmiał się serdecznie i już chciał coś dodać gdy nagle w głębi korytarza dało usłyszeć się jakiś śmiech, w tym momencie z ciemnego zakrętu wybiegła mała jasnowłosa dziewczynka która śmiejąc się i oglądając za siebie wpadła na nogi Jasona. Zatrzymała się i spojrzała na niego swymi wielkimi jak monet zielonymi oczyma, chyba zobaczyła coś bardzo ciekawego bo zamarła tak. William stał w sumie też zaskoczony aż wreszcie zaśmiał się, nie mógł opanować się że dziecko wpadło na kogoś takiego jak ta bestia która szła koło niego.

    OdpowiedzUsuń
  32. William uspokoił się po słowach mężczyzny ale na jego ustach dalej malował się dziwny uśmiech. Za to mała dziewczynka która na oko mogła mieć z sześc lat stała tak zadzierając głowę do góry i wpatrując się Jasona, cofnęła się jedynie krok do tyłu może po to by go lepiej widzieć a może zareagowała tak po słowach bestii.
    - Ja przepraszam pana. Powiedziała wreszcie z dość niepoprawną dykcją nie spuszczając z niego wzroku.

    OdpowiedzUsuń
  33. - Ja jestem Anastazja. Dziewczynka uśmiechnęła się szeroko bo w sumie myślała że o to chodzi demu dziwnemu panu.
    - A pan co jest? Zadała po chwili to samo pytanie co Jason.
    Po tych słowach William znów wybuchł śmiechem i zakrył usta dłonią, on nie miał nic przeciwko dzieciom ale bawiło go takie spotkanie.
    Dziewczynka w niebieskiej sukieneczce za kolana zerknęła na moment na demona ale zaraz znów powróciła wzrokiem do bestii.
    - Bawię się w berka ze znajomym wyjaśniła bo chyba przypomniało jej się że Jason zadał jej jeszcze jedno pytanie.

    OdpowiedzUsuń
  34. Dziewczynka przyjrzała się mu uwarzenie, wcale się go nie bała wręcz przeciwnie była bardzo zaciekawiona. w tym momencie jakby zmieniła się, uśmiech zszedł jej z twarzy i przybrała pozę naprawdę poważną, u sześciolatki mogło to wyglądać dość zabawnie ale ona wyglądała przerażająco.
    - Jestem zmorą. Stwierdziła i za chwile dodała. - Bynajmniej tak mówili rodzice. Po tych słowach czar prysł bo dziewczynka znów się wyszczerzyła.

    OdpowiedzUsuń
  35. William wolał stać i obserwować wszystko z boku.
    Dziewczynka warknęła oburzona na niego jak ktoś może zwracać jej uwagę jeżeli chodzi o jej wygląd. W tym samym momencie jedno jej oko zrobiło się mocno niebieskie a drugie zostało w kolorze intensywnej zieleni, jej sylwetka jakby pobladła i zaczęła prześwitywać, przebijały się przez nią promyki lamp wiszących w korytarzu. Jej sylwetka nabrała trochę nienaturalnych kształtów, jej nogi się wydłużyły ale to nie zmieniło faktu ze dalej była sześciolatką co prawda wyglądającą upiornie.

    OdpowiedzUsuń
  36. Dziewczynka zrobiła wielkie oczy i momentalnie wróciła do swojego wyglądu który bardziej przypominał ludzki po czym znów spojrzał na mężczyznę i westchnęła głęboko.
    - Pn nie jest taki zły. Uśmiechnęła się do niego i przytuliła nie patrząc na to ze ten jest w postaci bestii. - Nie pobawił by się pan z nami?

    OdpowiedzUsuń
  37. Dziewczynka posmutniała i spuściła głowę chowając ją gdzieś w jego nogach.
    - No dobrze. Powiedziała smutnym tonem po chwili i odsunęła się od niego nie podnosząc głowy do góry. To że była zmora nie zmieniało tego że była również dzieckiem które chciało się pobawić a w zamku nie było zbyt wielu chętnych.
    William podrapał się po głowie i nachylił do Jasona. - Ty a z kim ona się bawiła w tego berka jak tu dzieci nie ma. Szepną my na ucho próbując sam to rozwikłać, i wyprostował się.

    OdpowiedzUsuń
  38. William gdy ten tak na niego naskoczył podniósł ręce ku górze w geście poddania się i cofną się trochę.
    Dziewczynka za to stała tak ze spuszczoną głowa i miną wygiętą w podkuwkę.
    - Nie wiem gdzie są moi rodzice, odezwała się wzruszając ramionami. - Często znikają mówiąc że znajda mnie jak będzie taka potrzeba.

    OdpowiedzUsuń
  39. Kiedy weszła do zamku, była już całkowicie obecna, jej włosy nie kołysały się na wietrze, ani nie falowały jakby były w wodzie, jak na początku. Niebieskich motyli też już nigdzie nie było,a nawet jej wzrok był całkowicie obecny. Jednak jak zawsze z jej twarzy nie można było wyczytać nic konkretnego. Sunęła się wolno po zamku, aż dojrzała stojącego przy jednym z okien mężczyznę. Zatrzymała się. Stroniła raczej od towarzystwa, dlatego przez chwile wpatrywała się tylko w Niego z dość dużej odległości. Miała zawrócić, kiedy w pół obrotu na jednym z parapetów pojawił się najpierw szeroki uśmiech, a potem świecące ślepia. Po chwili ukazał się łysy kot z tatuażami w całej okazałości.
    - Gdy niezwykłe staję się dziwne, to rozsądne staje się nudne... - Kot wymruczał wręcz te zdanie i wbił swoje spojrzenie w Alicje. Dziewczyna spojrzała na niego z lekką dezaprobatą, co było sukcesem zważając na to, że jej wyraz twarzy prawie nigdy się nie zmienia.
    - Jest jedno bardzo brzydkie określenie, na tych którzy utrudniają sobie życie. - Odpowiedziała mu całkiem spokojnie. Ot zwykła wymiana z dań z łysym ssakiem. Kot zamruczał i skoczył w jej stronę ocierając się o jej nogi.
    - Każda podróż wymaga pierwszego kroku, to banalne ale prawdziwe, nawet tutaj. - wyglądało to na lekką ale za to całkowicie spokojną sprzeczkę. Dziewczyna złożyła ręce na piersi i uśmiechnęła się nikle.
    - Ja szukam tylko wyjścia.
    Kot usiadł na przeciwko niej i wskazał łapą głąb korytarza, w której stał białowłosy. Był bardzo pewny siebie i zdawał się mieć odpowiedź na każde zdanie dziewczyny.
    - Niewielu znajduję wyjście; niektórzy nie zdają sobie sprawy, że je znaleźli a inny nie chcą sobie jej zdawać.- Na pysku kota pojawił się szerszy uśmiech niż zazwyczaj i po chwili już go nie było. Alicja przewróciła oczami i ruszyła w głąb korytarza, już bez zastanowienia. Dla niej otaczająca ją rzeczywistość była strasznie kłopotliwa. Przechodząc koło osobnika dygnęła lekko na powitanie i zaczęła się zastanawiać, czy skoro już dygnęła to powinna coś powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  40. William zmarszczył brwi.
    - Wiesz to było wredne. Poza tym to na ciebie wpadła, powinieneś się nią zając. Powiedział uśmiechając się pod nosem i wyprzedził ich po czym staną, oparł się plecami o ścianę i rzekł do dziewczynki. - Wujek się tobą zajmie. Wskazał na Jasona a dziewczynka uśmiechnęła się delikatnie i wtuliła w nogi bestii.

    OdpowiedzUsuń
  41. Alicja nie była urażona jego słowami, ani ich tonem. Wręcz była zadowolona z tego co usłyszała. Na jej twarzy pojawiła się satysfakcja, choć szybko zniknęła. Kot przegrał.
    - Wybaczy mi pan moje zaniedbanie ludzkich manier. Jestem raczej nie przystosowana - Odezwała się po chwili. - Ale samo dygnięcie jest już powitaniem, gdyż czasami lepiej oszczędzić komuś nie potrzebnego gadania. - Ukryła swoje dłonie za plecami.
    - Choć czasami lepiej być doinformowanym, bo można zginąć.- Rzuciła te zdanie raczej w przestrzeń. Najprawdopodobniej skierowała je to ów kota, którego przecież i tak nigdzie nie było. Jej ton za to był obojętny, choć do końca nie można było stwierdzić, czy rzeczywiście podchodzi do sytuacji z obojętnością.

    OdpowiedzUsuń
  42. William pokręcił głową i przewrócił oczami. Za to dziewczynka wisiała tak w powietrzu machając nogami.
    - Odpuść sobie to tylko dziecko, może i zmora ale jednak tylko dziecko. Powiedział William. - Wydawało mi się że nawet je lubisz. Wzruszył ramionami a dziewczynka bezradnie wyciągnęła ręce w stronę Jasona.
    - Jeżeli nie chcesz się nią zając to chyba można ja pościć samą w końcu przybiegła tu sama.

    OdpowiedzUsuń
  43. Kiedy usłyszała zdanie o pokręceniu jej oczy błysnęły szmaragdem. W jakimkolwiek kontekście tego nie użył, Alicja zdawała się być lekko wytrącona z równowagi. Jej pokręcenie kojarzyło się z wariactwem, a te z niczym dobrym. Prawdopodobnie była bardzo wyczulona na tego typu stwierdzenia.
    - Tak naprawdę wszyscy jesteśmy obłąkani. - Powiedziała cicho i wyminęła mężczyznę. Jej postawa znacznie się zmieniła.
    - Mam nadzieję, że spędzi pan miły wieczór. Bez pokręconych mieszkańców tego zamku. Pogawędziłabym jeszcze z panem, ale nie wydaję się pan szczególnie zachęcony rozmową. Poza tym... - wyciągnęła z kieszeni fartucha swój kieszonkowy zegarek.
    - Jestem już bardzo spóźniona. - Uśmiechnęła się bardziej do siebie. Odwróciła się na pięcie i podeszła do oddalonego o kilka metrów innego okna i tam też się zatrzymała, najwyraźniej czegoś szukając wzrokiem.

    OdpowiedzUsuń
  44. William pokręcił tylko głową, według niego Jason zachowywał się dziwnie z jednej strony zgrywał bestie a z drugiej jednak zwracał uwagę przecież na dziewczynkę.
    Anastazja stała tak przed mężczyzną jak ją postawił i wpatrywała się w niego wielkimi oczyma.
    - Ja będę grzeczna. Powiedziała wreszcie.

    OdpowiedzUsuń
  45. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  46. Usłyszała doskonale jak ją określił. Właśnie dzięki temu wyrobiła sobie o nim pewne zdanie, ale nie zrobiła niczego konkretnego. Zamiast tego stanęła na parapecie i otworzyła okno. Spojrzała w dół na stojącego tam mężczyznę, który widząc ją szybko uciekł. Skoro została wariatką niech i tak pozostanie. Uważała, że czasami trzeba przekonać ludzi do ich zdania, bo może się to przydać w przyszłości.
    - Czyste szaleństwo. - Mruknęła cicho i spojrzała jeszcze kątem oka na Jasona. Ewidentnie było już widać, że raczej nie jest obecna w realiach tego świata i do tego była rozbawiona. Po chwili po prostu wyskoczyła, a uderzając w ziemie rozbiła się na setki błękitnych motyli.

    OdpowiedzUsuń
  47. William zaśmiał się serdecznie i podszedł do niego po czym poklepał go po ramieniu.
    - Jak tak bardzo chcesz to mogę się nią zając chodź nie powiem by było mi to na rękę. Staną obok niego wkładając ręce do kieszeni spodni, patrzył przed siebie przez okno.
    Anastazja w tym samym momencie wpatrywała się w nich, ale jak na sześciolatkę przystało była dość niecierpliwa więc usadowiła się w oświetlonej części korytarza i po chwili można było usłyszeć jak z kimś po cichu rozmawia.
    - Nie, nie wiem, myślę że nie jest zły. Wydawało się że dziewczynka odpowiada na czyjeś pytania lecz prócz niej nikogo nie było widać ani nawet słychać.

    OdpowiedzUsuń
  48. - No tak mówiłem że da sobie rade ale jednak to tylko dziecko i jest mi jej trochę szkoda, szczególnie po tym jak ją potraktowałeś. Powiedział po czym zerkną na dziewczynkę gdy Jason mu ją wskazał, zdziwiony podrapał się po głowie. - To normalne jest że ona tak gada? Spojrzał pytająco na mężczyznę. Jego oczy czasem i wyrażały jakieś emocje ale musiał tego sam bardzo chcieć lub po prostu nie panować nad sobą. - No może i się nie znam. Znaczy wiem tyle co nic. Wzruszył ramionami ale za chwilę skorzystał z okazji i dodał. - Ty na pewno wiesz o nich więcej to lepiej jak ty się nią zaopiekujesz.

    OdpowiedzUsuń
  49. Przechadzała się właśnie korytarzem. Dopiero co wróciła z pracy. Nie, nie mogła się skarżyć na zmęczenie. Zmęczona Śmierć, widziałby kto... Chociaż, może było to psychiczne zmęczenie. Usadowiła się na jednym z parapetów, oparła głowę o szybę i bez jakiegokolwiek wyrazu obserwowała korytarz, tak, zwykła to robić niemalże codziennie. Gdy zza rogu wyszedł srebrnowłosy chłopak, kąciki jej ust zadrgały, a szkarłatne oczy skupiły się na jego postaci.

    OdpowiedzUsuń
  50. Dziecko usłyszało rzecz jasna jego słowa i uradowane wstała i podbiegło do niego wtulając się w jego nogi, była bowiem mała a mężczyzna nie należał do niskich to też dlatego nie miała szans by przytulic się chodź by do jego torsu.
    - Dziękuje, dziękuje. Powtórzyła z wielkim uśmiechem na ustach. - Postaram się nie sprawić panu kłopotów. Powiedziała gdy zobaczyła jego minę.
    William stał tak kiwając co róż głową z miną w stylu: "Dobry będzie z ciebie tatuś"

    OdpowiedzUsuń
  51. Dziewczynka stała przed Jasonem wpatrując się w niego swymi dużymi oczami a William stał tak oparty plecami o ścianę w sumie nie wiedział co ma zaproponować, chyba uznała że będzie lepiej jak bestia wymyśli co teraz będą robić. William wszak kiedyś miał syna ale jednak nie spędzał z nim zbyt wiele czasu. Nie znał się na dzieciach a tym bardziej jeśli były innej rasy niż on, zdał się więc na Jasona i czekał w ciszy.

    OdpowiedzUsuń
  52. Dziewczyna szła przed siebie niby zwiedzając zamek ale wpatrywała się jedynie w czerwone jabłko które trzymała w dłoni, co chwila je przekręcała w dłoni i pocierała palcami aż wreszcie wpadła na coś, lekko stuknęła głowa i odsunęła się, spojrzała w górę i ku jej oczom ukazał się mężczyzna, zmarszczyła brwi i ugryzła jabłko, przeżuła kawałek i wreszcie odparła. - Witam. Wpatrywała się w niego swymi ogromnymi, czerwonymi oczami.

    OdpowiedzUsuń
  53. Możesz ponownie wcielić się w postać żyjącą w sercu Nowego Jorku. Pamiętasz High-School-Life i atmosferę tam panującą? Jeśli tak, to zapraszam ponownie, jeśli nie to koniecznie musisz sprawdzić!
    www.bradley-high-school.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  54. Kiedyś miasto pięknych ludzi, wielkich sław. Pieniędzy. Gwiazd, które świeciły nie tylko z nieba.
    Jednak z czasem wszystko się zmienia…
    Nastał rok 2025. Rok, który ludzie mogą nazwać końcem swojego świata.
    Natomiast dla innych był on początkiem nowego życia.
    Piaski pustyni zabarwiły się krwią. Czarna dłoń uniosła się w kierunku księżyca obiecując wszystkim istotom magicznym, że oto nastała ich epoka.
    Elfy, wampiry, wilkołaki i inne stworzenia zapanowały nad światem ludzi, czyniąc ich sobie poddanymi. Korzystają z życia, jakiego nigdy nie znały, wiecznie skryte w ciemnościach. Wiedzą, komu to zawdzięczają. Bezimiennemu Panu skrytemu w potężnym wieżowcu w centrum Hollywood, do którego nikt nie ma dostępu. Nikt nie widział jego twarzy. Budzi w nich jednocześnie strach i podziw.
    A on pozwala swoim dzieciom na wszystko, na co tylko mają ochotę.
    Człowiek stał się niczym. Przedmiotem w rękach każdego, kto tylko zechciał mieć własnych niewolników. Stał się towarem sprzedawanym do burdeli, dla prywatnych właścicieli. A to tylko ci, którzy mieli prawdziwe szczęście. Prace, jakie muszą wykonywać pozostali… lepiej o nich nie mówić.


    Obecnie mamy rok 2045.
    Hollywood zmieniło się w Bloodywood.

    www.miasto-bloodywood.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń