Imię i nazwisko: Nie posiada. Przedstawia się, jako Ensari.
Wiek ciała: Nigdy nie przekracza 21 lat.
Wiek rzeczywisty: Około 250 lat
Rasa: Doppelganger
Szczególne umiejętności: Zmiennokształtność, potrafi także naśladować zachowania poszczególnych ludzi i umiejętnie się pod nich podszywać. Najczęściej przybiera postać młodej kobiety, czasem także zmienia się w czarnego kota.
Lubi: Cmentarze, noc, mrok, kruki, węże, morderstwa, nawiedzone zamczyska, wygodę.
Nie lubi: Ludzi, braku dobrych manier.
Cechy charakterystyczne: Funkcjonuje zazwyczaj tylko w nocy, w dzień odpoczywa, gdyż drażni ją światło słoneczne. Nie może ono jednak zaszkodzić jej zdrowiu, czy istnieniu, zwyczajnie psuje jej tylko humor. Nie posiada cienia, ani odbicia w lustrze, zupełnie jak wampir, choć nim nie jest. Inni często mylą ją z tą istotą, gdyż od czasu do czasu pije ludzką krew.
Cel istnienia: Znalezienie swojego stwórcy i zabicie go.
Charakter: Chłodny i zdystansowany. Agresywny i brutalny wobec ludzkich jednostek, którymi gardzi. Uprzejmy i pełen szacunku wobec istot takich, jak ona, szczególnie tych starszych. Po jej zachowaniu widać, że zawsze obracała się w wysokich kręgach arystokracji. Nigdy nie skrzywdzi, ani nie będzie wyniosła wobec potępionych.
Wygląd: Zależnie od nastroju, przez większość czasu przebywa jednak w formie młodej, pięknej kobiety o długich, brązowych włosach i bardzo jasnych oczach. Nikt nigdy nie poznał jej prawdziwego wyglądu. Lubi nosić długie czarne suknie gotyckie z głębokim dekoltem, wymyślną biżuterią i długimi, czarnymi rękawiczkami oraz butami na wysokim obcasie. Nie pogardzi jednak od czasu do czasu zwykłym dresem.
Pochodzenie: Nieznane. Do zamku trafiła około sto lat temu i od tamtego czasu spędza tam całkiem sporo czasu. Jedynie w czasie zimy, kiedy dni są bardzo krótkie, znika czasem na jakiś czas, poszukując swojego stwórcy.
[Zdjęcie: Popscockle]

[wolał bym nie]
OdpowiedzUsuńGdy William wracał z ogrodu drzwi znów zatrzasnęły się za nim z hukiem, ten tylko pokręcił głową, na twarzy znów miał przepięknie zdobioną maskę przez która było widać tylko jego oczy bez wyrazu. Białowłosy spojrzał na kobietę która wyrosła mu jak z podziemi, a może to on się tak zamyślił, rzecz jasna nic nie dał po sobie poznać i skiną głowa na przywitanie stając tuż przed nią, założył ręce na klatkę piersiową i zaczął wpatrywać się w brązowowłosą bez namiętnie jak to miał w zwyczaj. Zapewne zastanawiał się skont ona się tak raptownie tu znalazła.
OdpowiedzUsuńWilliam westchną ciężko przed chwilą bowiem wrócił z ogrodu gdzie zaciągnęła go inna kobieta zafascynowana burzą, teraz zapewne zastanawiał się czy wszyscy w tym zamku są tacy dziwni by chodzić podczas deszczu, do tego nieznajoma wspomniała coś o cmentarzu, mimo wszystkich dziwnych zjawisk plątających się mu w głowie jego oczy nie zmieniły wyrazu a pod zdobioną maską niewiele można było wyczytać z mimiki jego twarz która zapewne i tak nie zmieniła by się ani na sekundę. Demon przyjrzał się jednak uważnie kobiecie i skiną głową.
OdpowiedzUsuń- Czemu by nie, zawsze mogę potowarzyszyć panience. Odrzekł opuszczając ręce swobodnie wzdłuż ciała, po czym stał dalej czekając na jakiś gest z jej strony.
William zerkną kontem oka na jej rękę która właśnie oplotła jego ramie i uśmiechną się lekko, jednak pod maską niewiele dało się zauważywszy, bardziej spostrzegawcze osoby mogły dostrzec napinającą się skórę i delikatne drgania maski.
OdpowiedzUsuń- Samowolka. Mrukną do siebie rozbawionym tonem idąc równo z nią. Po czym zerkną na nią i skiną głową.
- Jestem William Coltin. Przedstawił się bo wypadało odwdzięczyć się tym samym co przed chwilą zrobiła kobieta. Demon nie należał do mało rozmownych, mówił tyle ile umarzał w danym momencie za słuszne. Rozejrzał się gdy dotarli na miejsce, po jego oczach widać było że nie za uwarzył nic nadzwyczajnego, westchną więc cicho i bez trudu wyswobodził ramię z objęć kobiety wcale na nią nie patrząc. Jego uwagę za to przykuła ławka która stała nieopodal, bez wahania podszedł do niej i usadowił się, dopiero wtedy zerkną na kobietę.
- To stare kłamstwo, kobieta dlatego trzyma mężczyznę pod ramię by w razie potknięcia się on wywrócił się razem z nią. William zaśmiał się cicho po tych słowach a gdy ta zadała mu pytanie o ludzi przymkną na moment oczy.
OdpowiedzUsuń- To bardzo dziwne stworzenia, staram się ich unikać. Stwierdził gdy tylko otworzył oczy. W tym i oto momencie zaczęło padać. Demon wymruczał coś niezadowolony pod nosem i ściągną maskę z twarzy, jego twarz była delikatna jednak z męskimi rysami, przyozdobiona długa jednak cieką blizną.
Patrzył umarznie na kobietę a gdy ochroniła go swoją parasolką uśmiechną się lekko jednak gdy tylko skomentowała jego wygląd natychmiast jego maska znalazła się ponownie na twarzy, nie powiedział nic więcej o ludziach w gruncie rzeczy już nic nie powiedział, siedział tak jak głaz wpatrując się pustymi oczyma w kobietę stojącą przed nim.
OdpowiedzUsuńNieustannie wpatrywał się w nią pustym spojrzeniem a gdy skończyła mówić skiną głową na znak że rozumie.
OdpowiedzUsuń- Ona nie temu ma służyć ale skoro tak umarzasz to dziękuje. Powiedział poważnym tonem nadal nie zdejmując z twarzy maski, po plecach ciekły mu już małe strumienie wody, jej parasolka wszak i chroniła jego głowę przed deszczem lecz nic poza tym.
William podniósł się i wysuną ramię w jej stronę tak by ta mogła się na nim oprzeć. Zerkną na nią i przejechał palcami po masce.
OdpowiedzUsuń- To akurat jest owiane tajemnica. Uśmiechną się po tych słowach, widać było że to rzecz jest żart a mężczyzna jedynie nie chce zdradzić swego sekretu. W tym czasie rozpadało się jeszcze mocniej a białowłosy demon przyciągną kobietę bliżej siebie by ta nie zmokła.
William zaśmiał się na jej słowa, ta kobieta coraz bardziej mu się podobała.
OdpowiedzUsuń- Nie, gdy panienka się potknie puszcze ją zabierając parasolkę. Wyszczerzył się a druga dłonią ponownie zdjął z twarzy maskę, jego uśmiech wyglądał na wredny lecz można było wyczytać z niego że tylko żartuje, a może i nie może i zrobił by to naprawdę? Jak zwykle z jego oczu nie dało się nic wyczytać, Demon po chwili na powrót spoważniał i spojrzał przed siebie.
Większość tego dnia spędziła głównie na rozglądaniu się po okolicy. Musiała też zaznajomić się przecież z zamkiem i znaleźć sobie w nim spokojne miejsce, które mogłoby posłużyć jej jako nowy dom. Nie raz dzisiejszego dnia wędrując korytarzykami miała wrażenie, że zgubiła się i będzie musiała spędzić wieczność w ponurych zakamarkach ogromnego zamku. Nie widziało jej się to. Jednak za każdym razem szczęśliwie odnajdywała drogę i około wieczora orientowała się już mniej więcej w tym miejscu. Również odnalazła skromną komnatę, w której mogłaby się zatrzymać.
OdpowiedzUsuńDo jadalni zeszła będąc wiedzioną przez zapach jedzenia. Dość przyjemny, a przecież blondynka już dawno nie miała w ustach niczego innego niż powietrze, woda i własne włosy wepchnięte w nie przez silny wiatr.
Znalazła się przy drzwiach i pchnęła lekko drzwi, jednak nie otworzyły się na tyle by mogła przejść, więc musiała zaraz mocniej na nie naprzeć, żeby ciężkie wrota zechciały być posłuszne i się otworzyć.
- Dobry wieczór - odparła na zasłyszane pozdrowienie. Stanęła przed drzwiami, które zamknęły się za nią z hukiem. Nie zdążyła bidulka ich przytrzymać, a hałas, jaki zrobiły spłoszył ją nieco, co spowodowało natychmiastowy obrót i skulenie się w sobie. Potem odetchnęła głęboko, popatrzyła na kobietę, do której głos najwyraźniej należał. Wyprostowała się i przyjrzała jej się.
- Bardzo przepraszam, nie wiedziałam, że ktoś tu jest - skłoniła się lekko i zaświergotała melodyjnym tonem. - Jeśli przeszkadzam to zaraz znikam.
Dostrzegła jednak, że kobiecie raczej nie przeszkadza. Zwłaszcza zapewnienie co do wyborności bułeczek, zapewniło Lottie, że nie jest niemile widziana, zatem postanowiła wejść głębiej i podejść do samego stołu.
- Dziękuję za polecenie - odparła Lottie spoglądając uprzejmie na kobietę.
- Czy mogłabym się przysiąść?
Gdy weszła do jadalni ogarnęła ją nagła fala mdłości. Nie przepadała za zapachem jedzenia. Odzwyczajała się od niego powoli, fakt, ale teraz nie było jej to potrzebne. Omiotała wzrokiem zastawiony stół i kobietę przy nim siedzącą.
OdpowiedzUsuń- Dziękuje, odmówię sobie jednak tej przyjemności. Ale smacznego. - rzuciła cicho siadając na jednym z krzeseł. Przyciągnęła do siebie puchar i nalała do niego wina. Taak, wina nigdy za wiele.
William zaśmiał się w głos i spojrzał na kobietę.
OdpowiedzUsuń- To prawda że rozgniewana kobieta jest gorsza niż przemarsz wojsk. Jednak uważam że ze wszystkim można sobie poradzić. Uśmiechną się do niej z wyższością wymalowaną na ustach, ale może była ona tylko na pokaz. gdy doszli do zamku przepuścił ją pierwsza przez drzwi a następnie wszedł tuż za nią trzęsąc mokre głową.
[Witam na blogu i przepraszam, że od razu zacznę od upomnienia, ale coś mi się zdaje, iż nie zapoznałaś się z regulaminem, a dokładniej "Ogólne zasady bloga punkt 9". Prosiłabym o dostosowanie się do niego. Zaś jeśli chodzi o pobyt mojej postaci na tym zamku to przybyła w to miejsce pół roku temu.]
OdpowiedzUsuńLottie i pewność siebie? Cóż, niby demoniczna natura sprawiała, że większość osobników tej rasy jest pewna siebie i odważna. Lottie jednak do takich nie należała, choć zapewne siedziała w niej zupełnie opozycyjna strona, choć wcale ujawniać się nie chciała. Ta pierwsza, niepewność i nieśmiałość oraz płochliwość, brała zdecydowanie nad nią górę. Bardziej to wyglądało jak wynik traumy, ale jak się dłużej zastanowić, blondynka ani trochę nie była mściwa... choć to cokolwiek dziwne, jeśli jest się demonem.
OdpowiedzUsuń- Ach... postaram się na przyszłość - powiedziała odsuwając sobie krzesło. Usiadła na nim całkiem wygodnie, po czym rozejrzała się po stole. Wyciągnęła szczupłą, delikatną dłoń po jedną z bułeczek, o których wyjątkowości zapewniała kobieta.
- Pozwolę sobie się przedstawić - powiedziała spoglądając na swoją rozmówczynię. - Nazywam się Loretta Rihannon, ale pani niech mówi Lottie.
Spojrzał na nią kontem oka mierzwiąc swoje białe, wilgotne włosy dłońmi.
OdpowiedzUsuń- Uważam ze była by to głupota a to stwierdzenie wcale nie miało tak zabrzmieć. Odparł tak jakby po raz pierwszy od kiedy zamienił zdanie z kobieta nie myślał co mówi. Zdjął z siebie przemoczony frak i powiesił go na zakończeniu poręczy przy schodach po czym podszedł do kobiet.
[Eilo wiodła raczej samotniczy tryb życia, przez co nie miała raczej znajomych, więc może lepiej jak się nie znają.]
OdpowiedzUsuńMężczyzna ruszył za nią spoglądając na jej obcasy, teraz można było dostrzec na jego twarzy że nad czymś rozmyśla. Po chwili spojrzał na swoje przemoczone, białe rękawiczki i wymruczał coś niezadowolony pod nosem, dmuchną na nie a te momentalnie wyschły, można było by się zastanawiać czemu nie zrobił tak z frakiem który został przy schodach, widać William był jeszcze bardziej dziwną osoba niż mogło by się zdawać na pierwszy rzut oka.
OdpowiedzUsuńUsadowił się tuż obok niej, czując na twarzy delikatne ciepło uśmiechną się.
OdpowiedzUsuń- Chciałbym znaleźć cisze i spokój, oraz osoby podobne do mnie. *uśmiechną się łagodnie do niej kładąc swa maskę na kolanach*
- A panienka długo tu już mieszka? Zaciekawił się, wszak nie miał jeszcze nawet komnaty i mało wiedział o samym zamku.
Gdy kobieta wzięła jego maskę w swe dłonie chwycił ją i ostrożnie wyciągną ją z nich*
OdpowiedzUsuń- Niewolno. Pogroził jej palcem po czym podłoga rozstąpiła się a on wrzucił tam swoją maskę a podłoga szybko zamknęła się i została bez śladu.
- Dotykaj wszystkiego prócz rękawiczek i maski. Zwrócił się do niej powarzonym tonem.
Poczęstowała się zatem bułeczką i ugryzła kawałek. Tak jak nakazywały dobre maniery, zanim cokolwiek wydobyło się z jej ust, przełknęła i połknęła. Starała się jeść małymi kąskami i powoli, coby nie wyjść na źle wychowaną i jednocześnie szybko się najeść.
OdpowiedzUsuńNa stole, nieopodal jej miejsca przy stole, dostrzegła czysty kielich i dzban wypełniony napojem. Z daleka czuła zapach soku owocowego. Niby na stole stały jeszcze inne napoje. Zdecydowanie bardziej odpowiadające komuś takiemu jak demon, czy byłoby to wino czy co innego, ale Lottie sięgnęła po sok owocowy. Uwielbiała słodki smak i aromat owoców, uwielbiała się nim otaczać, toteż zamiłowanie do soku owocowego było całkiem zrozumiałe.
Sięgnęła więc i po kielich i po dzban. Podstawiła sobie i nalała sobie całkiem skromnie acz wystarczająco. Potem delikatnie dzban odstawiła na miejsce.
- Sprowadza...? - Powtórzyła pod nosem z namaszczeniem, tak jakby sama zadawała sobie to pytanie. Wzięła niewielki łyk soku, odstawiła kielich i po zastanowieniu się, postanowiła odpowiedzieć.
- Właściwie, nie ma żadnego szczególnego powodu. Mogłabym równie dobrze przyznać, że wiodła mnie intuicja co i przypadek. Kiedyś sporo wędrowałam, więc to by było całkiem logiczne - wyjaśniła najlepiej jak umiała. Potem znów się zastanowiła na dłuższą chwilę.
- A pani jest tutaj długo?
Mężczyzna zerkną na nią i lekko się uśmiechną.
OdpowiedzUsuń- No powiedzmy że prawie wszystkiego. - A o czym panienka pomyślała? Po tych słowach uśmiechną się zadziornie lecz gdy ta tylko przypomniała mu o swym pytaniu zamyślił się na moment.
- Nie mam pojęcie w końcu jestem tu od niedawna. Potwierdził swoją wypowiedz kiwnięciem głowy i przeciągną się.
Upiła łyk trunku. Wino pociekło jej po brodzie, ale nie starła go. Pozwoliła skapywać na ciemnozielony materiał sukienki. Dzisiaj o siebie nie dba, bo i po co. Pracę zaczyna od jutra. Gdy odstawiła puchar, spojrzała na kobietę z nieodgadniętym wyrazem twarzy.
OdpowiedzUsuń- Jang Mi. - skinęła lekko głową. - Biorąc pod uwagę fakt, że jestem tu raptem od kilkunastu godzin to... Dość nudno. - wzruszyła ramionami. - Jestem stworzeniem p przyzwyczajonym do ciągłego biegu i walki z czasem. A tu jest tak...Ludzko.
William zerkną na kosmyki swoich białych włosów które właśnie opadły mu na czoło i zaśmiał się serdecznie.
OdpowiedzUsuń- Możesz ich dotykać jeśli chcesz ale nie licz na to że dam ci pukiel. Mrugną do niej rozbawiony.
- Jestem tu od 3 dni, bynajmniej tak mi się zdaje licząc po wschodach i zachodach słońca. Spojrzał przez okno i znów się przeciągną i jeszcze nie spałem.
Demon nie wyglądał na zmęczonego, był żeś ki i wypoczęty.
OdpowiedzUsuń- Sypiam tylko wtedy jeżeli mam z kim. Uśmiechną się do niej zawadiacko i po chwili dodał. - O ile można nazwać to snem. Zaśmiał się i zerkną na nią.
- Rzecz jasna sypiam również gdy tego potrzebuje ale rzadko się to zdarza.
- A co do białych włosów demona, no cóż, już parę osób próbowało mi je odciąć że tak powiem. Po tych słowach zaśmiał się, wyglądał tak jakby go to bawiło.
Opierała się o krzesło wygodnie, choć uważała na średniej wielkości skrzydła, których schować nie potrafiła. Białe, ale coraz bardziej pokrywające się czarnymi plamkami. Być może kiedyś staną się całkowicie czarne... jednak nie ma co przesądzać o tym w tej chwili. Równie dobrze mogłyby takie już nakrapiane pozostać.
OdpowiedzUsuń- To całkiem sporo. Rzeczywiście musi pani znać bardzo dobrze ten zamek. Ja się jeszcze trochę gubię - powiedziała, po czym popiła nieco sokiem. Oglądała się jeszcze na to, co znajdowało się na stole. Zastanawiała się na co jeszcze miałaby ochotę. Dostrzegłszy pieczeń z kaczki, oczy dość mocno się jej zaświeciły. Pozwoliła sobie sięgnąć po niewielką porcję i nałożyć na talerzyk. Potem tak też podjadała to co chwila, zagryzając pyszną bułeczką i popijając sokiem. Choć wielu powiedziałoby, że do tego typu dania pasowałoby białe, wytrawne wino.
- I tak też przybyła pani tutaj zupełnie przypadkowo? - Zapytała spoglądając na nią. - Czy mogłabym się spytać, co robiła pani zanim się tutaj znalazła? Oczywiście nie naciskam i zrozumiem, jeśli nie będzie chciała pani mówić.
Wymawianie się grzecznościami można było podciągnąć pod jej specjalność, ale przecież nie chciała niczego złego, prawda?
William niem miał ochoty kontynuować rozmowy o śnie i tym jak długo żyją demony więc przemilczał jej komentarz, zaśmiał się za to gdy zobaczył jej minę gdy mówiła o włosach.
OdpowiedzUsuń- Myślę że niektórym mógłbym na to pozwolić. Po tych słowach mrugną do niej jednym okiem.
Zaśmiał się serdecznie patrząc na nią.
OdpowiedzUsuń- Czyżby panienka chciała mnie pozdobywać? A co ja biedny będę za to miał hmm? Spojrzał na nią podejrzliwym wzrokiem i znów się zaśmiał.
- Tylko nie przetnij mi rękawiczek. Po tych słowach odgarną z czoła parę kosmyków i czekał na jej ruch.
demon spojrzał na zegarek i wyszczerzył się.
OdpowiedzUsuń- Oj żeby panienka potem tego nie żałowała. Wystawił wskazujący palec i pacną ją w nos, to bowiem miało oznaczać że nie ma zamiaru poddać się tak łatwo.
William zaśmiał się i chwycił ją druga ręką w tali obracając tak by tak wylądowała mu na kolanach leżąc przy tym na plecach.
OdpowiedzUsuń- A no widzisz czasem bywa i tak. Uśmiechną się i położył na niej rękę tak by ta nie mogła się podnieść a sam oparł się wygodnie o oparcie kanapy mając cały czas uwięzioną jedną rękę.
- O tak, trochę się w nim jeszcze gubię... ale powoli się odnajduję. Kiedyś dużo wędrowałam, więc jestem przyzwyczajona do ciągłego chodzenia... - uśmiechnęła się delikatnie. - Więc po zamku też mogę. Żaden problem.
OdpowiedzUsuńKiedy kobieta zaczęła opowiadać, Loretta zamilkła i zaczęła słuchać z uwagą, jak przystało na dobrze wychowaną damę. Czy też spłoszoną dziewczynę, której wolno się odezwać tylko wtedy, kiedy się jej pozwoli. Niemniej słuchała i przetwarzała wszystkie informacje.
- Ach, chociaż wie pani, po co tu jest i dlaczego. Ja chyba jestem taka jak większość. Przypadek i chęć spokoju.
Na wieść o tym, że kobieta zajmowała się mordowaniem ludzi, Loretta otworzyła szerzej oczy a jej źrenice zwęziły się do cieniutkich kreseczek jak u węża.
- Więc nienawidzi pani ludzi? Ale powiedz mi... skrzywdzili kiedyś panią? Ja też niespecjalnie ich lubię... ale sądzę, że większość mieszkańców zamku za nimi nie przepada.. - wymamrotała.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń- UUUU. Zaśmiał się widząc przed sobą czarnego kota i pokręcił głową, tak naprawdę rozglądał się tylko i po chwili zerkną na nią.
OdpowiedzUsuń- Widzisz maleńka o tuż koty mają słabość nawet te zaczarowane. Mówiąc to podniósł się i wyją z flakonu jakąś sztuczną trawkę po czym zaczął machać jej tym przed nosem bardzo rozbawiony.
Demon zaśmiał się serdecznie, w sumie to nie było dla niego jakieś wielkie zaskoczenie, podszedł do niej i nachylając się pocałował ją w policzek.
OdpowiedzUsuń- Walczyłaś dzielnie moja mała kotko. Po tych słowach usadowił się na kanapie i przeciągną się zerkając na nią, był pewny siebie.
- W takim razie, zapewne nie odmówię sobie przyjemności przechadzania się na spacery od czasu do czasu. Skoro zamek jest tak duży... to zapewne spacery mogą być przyjemne - przytaknęła z nieco szerszym uśmiechem, dzięki czemu można było dostrzec ostre i bielutkie zęby dziewczyny. Tak jakby tylko wężowe oczy i te ostre kły zdradzały kim na prawdę Loretta jest... oczywiście pomijając tych, którzy potrafią rozpoznać mroczną, demoniczną aurę... choć w jej przypadku przeplataną czymś jeszcze. Mimo blondynka wydawała się niepozorna, to w tej aurze zapewne było coś jeszcze o wiele bardziej niepokojącego niż aura demona.
OdpowiedzUsuńPopatrzyła na nią raz jeszcze. Przyjęła zatem do wiadomości, że jej rozmówczyni morduje ludzi jakby w odwecie za to, że musi siedzieć w świecie śmiertelnym.
- Ja tam nawet nie wiem dlaczego tu jestem - skomentowała, kiedy kobieta wspomniała coś o tym, że jakiś człowiek ją wywołał. - Zwyczajnie nie pamiętam, ale nie zdarzyło mi się jeszcze zabić żadnego człowieka... przynajmniej umyślnie. Jeszcze zbyt mało umiem - zauważyła, po czym upiła łyk soku.
Spacer, w którym jeszcze jako tako odnajdował się Jason, był już o tyle długi, że każdego innego mogłyby już zapewne nogi od tego boleć. Nawet komuś tak staremu, a może właśnie szczególnie komuś takiemu, w końcu łażenie się nudzi więc trzeba gdzieś usiąść dla świętego spokoju. Tak też się miał zatrzymać na jednej ze ścieżek wspomnianego, swoistego zamkowego labiryntu. Miał przysiąść na wielkiej okiennicy i oglądać świat z miną niewyrażającą niczego konkretnego.
OdpowiedzUsuńJednak kiedy już miał znaleźć sobie spokojne miejsce, na swej drodze dostrzegł postać kobiecą. Jego oczy błysnęły w ciemności czymś na pograniczu ametystu i purpury, jednak blaskiem dość złowieszczym, by po plecach biegły nerwowe ciarki.
Zatrzymał się tuż za nią, tak właśnie było i spoglądał na nią w milczeniu, jakby była drzewem, które nagle wyrosło mu na drodze i okropnie wadziło. Takim, które należało za wszelką cenę wykorzenić, porąbać na kawałki i spalić. To stworzenie przed nim, nie było jednak drzewem, tylko żywą kobietą. Do tego mieszkanką zamku, która na domiar złego umiała mówić.
- Dla kogo dobry dla tego dobry - kwitował jej pozdrowienie na powitanie. Nie był ani zbyt oficjalny ani zbyt uprzejmy. Dało się to zapewne zauważyć. Megalomania w czystej postaci.
- Może i ma pani rację - odparła, po czym uśmiechnęła się delikatnie. Tak niepozornie jak aniołek, że w sumie nikomu nie przeszłoby przez myśl, że w niej nie ma ani grama z aniołka. Ani kropelki anielskiej krwi, która krążyłaby w jej żyłach. Można by rzec, że była po prostu grzeczna i słodka. Choć możliwe, że tylko do czasu. Jednak nie wyglądała na kogoś, kto ukrywa swoje drugie oblicze.
OdpowiedzUsuń- No nie zabiłam. To znaczy... nie specjalnie. Kiedyś przez przypadek, to dlatego, że nie umiałam skontrolować swojej umiejętności - wyjaśniła. Przypatrywała się Ensari, kiedy ta opowiadała o tym, jak przyjemnie zabija się człowieka. Intrygował ją ten fakt i stwierdzenie na temat ludzi.
- Cóż... oni są po prostu słabi, ale starają się grać silnych i nie okazywać słabości. - Westchnęła, po czym wzięła jeszcze jeden kęs bułeczki. Przeżuła rzecz jasna i popiła sokiem. - Ale to chyba tylko dlatego, że nie żyją wiecznie i chcą po prostu przeżyć. Jak większość żywych istot, które są śmiertelne - sprostowała oczywiście swoje zdanie na temat ludzi, tak by nie wyszło, że ich broni w jakikolwiek sposób czy coś w tym rodzaju. Nie broniła ich w istocie, ale starała się myśleć po prostu obiektywnie.
Uśmiechną się do niej pokazując swoje białe zęby po czym chwycił ją w tali i przyciągną do siebie sadzając sobie na kolanach.
OdpowiedzUsuń- Może sama sobie wymyślisz jakąś kare co? Mówiąc to uśmiechał się szeroko, chętnie wymyślił by jej jakąś karę ale chyba nie była aż tak złośliwy a może zgrywał tylko takiego.
Spoglądał na nią łaskawie, jakby miała w ogóle szczęście, że na nią patrzy. Unosił brwi lekko ku górze, wyrażając tym samym swoje sceptyczne podejście do żywego produktu stojącego tuż przed nim.
OdpowiedzUsuńOn widział doskonale w takim mroku, może to dlatego, że te jego fioletowe oczy tak błyszczały złowieszczo... prawie jak u kota. Można by rzec, że to właściwie ślepia a nie oczy.
- Ta... bardzo mnie to cieszy - wymamrotał wywijając oczyma i spoglądając nieco powyżej, jak gdyby rozglądał się za czymś ciekawszym. Choć po prawdzie nie robił tego zbyt ostentacyjnie. Ton rzecz jasna był płytki, szorstki i w sumie wyrażał jedynie sarkazm... zwykły cynizm. Nic więcej.
- Niby dlaczego jest ci przykro? To nie twoja wina - sapnął i mówił znudzonym tonem.
Spoglądał na jej uśmiech, zupełnie tak jakby chciał policzyć jej tym samym zęby, albo i na ich podstawie ocenić ile ta podlotka przed nim ma lat. Jednak istota człekokształtna nie koń, przez zęby wieku nie ocenisz.
Siedział obejmując ja w pasie.
OdpowiedzUsuń- Lecz ja mogę przesadzić, chce byś sama wybrała sobie zadanie. Skiną głowa i uśmiechną się gdy wspomniała o obcięciu jego włosów.
- O nie nie, już za późno kociaku. Wyszczerzył się do niej i spojrzał za okno, na dworze ciągle lało, i nie zapowiadało się by miało przestać.
Wywrócił oczyma słuchając jej wywodu na temat tego, dlaczego jest jej przykro. Wyciągnął nawet dłoń nieco w górę i zaczął wykonywać nią znudzony gest "paplania", kiedy ktoś za dużo mówi rzeczy, które nie są zbyt interesujące. Potem przeczesał dłonią włosy, westchnął i zerknął na nią z góry.
OdpowiedzUsuń- Ale kogo to obchodzi? - na jego twarzy wykwitł grymas dezaprobaty, albo raczej poirytowania kolejną gadatliwą istotą. Jason zdecydowanie wolał ciszę i spokój.
- Ta... bardzo interesujące - skwitował, kiedy usłyszał coś na temat spoufalania się. On jednak nie widział w tym żadnego wadzącego mankamentu. Z własnego piedestału traktował równo śmiertelnych i nieśmiertelnych... równie oschle i nieprzychylnie.
- Pchła imieniem Ensari - wymamrotał jakby sam do siebie. Spojrzał na nią łaskawie. - Czy też rzep... jak kto woli. - Wzruszył ramionami.
- Maniery, mówisz? - Westchnął właściwie zrezygnowany. - Może kiedyś.
OdpowiedzUsuńCzy był zadufany w sobie? Może raczej nie do końca. Był megalomanem, to prawda, ale nie było do końca tak, że nie doceniał innych. Po prostu nie w jego stylu było wylewne i uprzejme traktowanie.
- Również nie mam pojęcia, jak jaśnie pani na to wpadła - dodał jakby chcąc ukazać jak z jego perspektywy wyglądają te wszystkie górnolotne, nie mające właściwie dla niego żadnego znaczenia zachowania. Albo ktoś był wart jego uwagi, albo nie i tyle. - Ale skoro już wymieniamy te uprzejmości, to wystarczyć jaśnie pani będzie tylko moje obecne imię, czyli Jason.
Wyglądało też na to, że po prostu trudno go było sobą zainteresować. Wszystko wokół, według Jasona, było ciekawsze niż to, co próbowało zawracać mu gitarę.
- O to się nie martw. Bardzo uważnie spoglądam pod nogi - nagle zaczął iść przed siebie, choć bardzo powoli. Spacerem. Potem podszedł do okna. Oparł się ręką o okiennicę i zaczął obserwować.
W jego kieszeni zagrała pozytywka, czego następstwem było powolne, znudzone sięgnięcie po kieszonkowy zegarek. Jason otworzył go i spojrzał do środka, potem szybko zamknął i schował w kieszeni.
- A Babilon płonie - wymamrotał sam do siebie spoglądając cały czas w jeden punkt za oknem.
I tak oto ta dziwna osoba zirytowała Williama, strącił ją sobie z kolan tak by siadła na kanapie i podniósł się poprawiając dłońmi koszulę.
OdpowiedzUsuń- Szczerze mówiąc gdzieś mam co panienka lub kto kol wiek o mnie pomyśli, jeżeli panience nie pasuje zabawa w kotka i myszkę niech przyjdzie do mnie w później do komnaty zrobimy to bez zabawy. Powiedział bardzo stanowczym męskim tonem po czym ruszył przed siebie w stronę drzwi, to dziwne tak nagle zmienił się w coś zimnego i obojętnego.
Można by posunąć się do przodu i postawić stwierdzenie, że Jason był w tej samej dokładnie sytuacji co i Ensari. Skoro ona ma prawdo do postępowania tak, jak się przyzwyczaiła to i on miał do tego prawo. W końcu przyzwyczajenia drugą naturą. Z drugiej zaś strony, Jason uważał, że to właśnie Ensari zadzierała nosa. Uważała, że on i ona są sobie równi. Ba, jej prześmiewcze zachowanie jedynie utwierdzało go w przekonaniu, że ma do czynienia z kimś, kto stawia się na równi z kimś, kogo właściwie nie zna i mierzy swoją własną miarą. Jason okropnie tego nie lubił.
OdpowiedzUsuń- Podobne do ciebie, mówisz - powtórzył bardziej dla samego siebie. - A co z niepodobnymi, do ciebie?
Dopiero wówczas popatrzył na nią tak, jakby rzeczywiście chciał wysłuchać jej odpowiedzi na to pytanie. Dopiero teraz chciał znać jej zdanie.
- Zastanawia mnie, czy twój nosek, tak jak radzisz mnie, choć raz spotkał się z ziemią. Bo jeśli tak, to skrzętnie to chowasz - odparł. Nie wgłębiał się w resztę, nie jej interes.
[Nie podoba mi się że kierujesz moją postacią, wcale nie chciałbym by miną taki szmat czasu, nie podoba mi się również że moja postać wpadła na twoją, powinnaś kierować tylko i wyłącznie swoją postacią a nie ingerować w moją. Wcale nie chciałem jeszcze opuszczać salonu tak jak ty to zrobiłaś. Proszę cie o poprawienie komentarza.]
OdpowiedzUsuń[Tak? Jeden pies? W takim razie, skoro jeden pies, to ja mogę też poprowadzi sobie Twoją postac. ^^ ]
OdpowiedzUsuńIdąc do swojej komnaty, zatrzymała się przed schodami, złapała za lichą poręcz i zrobiła krok ku schodom. Dopiero teraz poczuła, jak lekko poręcz się trzyma, a ponieważ zachwiała się wykonując krok i potknęła o własną nogę, przewróciła się. Przekoziołkowała aż na sam dół. Jednak w końcu jest nieśmiertelna, toteż nie mogła zginąc, czyż nie? Przeleżała tam więc kilka dni, zanim jej się kości zrosły. Nikt jej nie szukał, bo po co? Nikt nawet nie zauważył jej zniknięcia. Ot... może załapała katarek. Dopiero po miesiącu podniosła się i powędrowała do biblioteki, którą tak kochała. Nie spodziewała się, że tam na kanapie siedział w najlepsze William i rozglądał się dookoła. Popatrzył na nią dopiero teraz, uniósł brew ku górze.
- A temblak gdzie? - Zapytał spoglądając na poturbowaną niefortunnie poturbowaną dziewczynę. - Daj, pocałuję, to przejdzie.
[Już wiesz, jak to smakuje? Skoro już sobie wyjaśniliśmy, że to nie jest 'jeden pies', to możemy przejśc do sprawiedliwej i normalnej fabuły, gdzie tylko i wyłącznie właściciel postaci jest odpowiedzialny za jej poczynania. Jakiś problem? Tam jest krzyżyk w prawym, górnym rogu.]
[Popełniłaś co najmniej trzy błędy które pamiętam ale już nie istotne skoro tak uważasz to dobrze można to łatwo i przyjemnie zakończyć, myślę że z korzyścią dla obu stron.]
OdpowiedzUsuńWilliam wzruszył tylko ramionami z bezczelnym uśmiechem na ustach po czym można powiedzieć że ziemia go pochłonęła ponieważ w podłodze zrobiła się szczelina a on w nią w padł która następnie zamknęła się bez żadnego problemu.
[Koniec]
Nie doczekał się odpowiedzi. Nie to, że jakoś szczególnie jej wyczekiwał, ale skoro tak, to Jason nie zamierzał się już dalej w to bawić.
OdpowiedzUsuńPozostało mu jedynie przekręcić oczyma, na tę mierzącą własną miarą dziewczynę i wyminąć ją. Nie interesowała go zbytnio, w ogóle to nie w jego stylu było w ogóle zatrzymać się przy niej i na nią spoglądać. Zapewne, gdyby nie przyczepiła się jak rzep do psiego ogona nawet by nie spojrzał, tylko by wyminął jak każdą jedną, obojętną mu osobę. Niby dlaczego miałby się przejmować kimś, kogo nie znał?
- Żegnam Jaśnie Panienkę - powiedział z naciskiem wymijając ją, właściwie dość szerokim łukiem, po czym zniknął w mroku korytarzy, zupełnie tak jakby rozpłynął się w ciemnościach.
Możesz ponownie wcielić się w postać żyjącą w sercu Nowego Jorku. Pamiętasz High-School-Life i atmosferę tam panującą? Jeśli tak, to zapraszam ponownie, jeśli nie to koniecznie musisz sprawdzić!
OdpowiedzUsuńwww.bradley-high-school.blogspot.com
Kiedyś miasto pięknych ludzi, wielkich sław. Pieniędzy. Gwiazd, które świeciły nie tylko z nieba.
OdpowiedzUsuńJednak z czasem wszystko się zmienia…
Nastał rok 2025. Rok, który ludzie mogą nazwać końcem swojego świata.
Natomiast dla innych był on początkiem nowego życia.
Piaski pustyni zabarwiły się krwią. Czarna dłoń uniosła się w kierunku księżyca obiecując wszystkim istotom magicznym, że oto nastała ich epoka.
Elfy, wampiry, wilkołaki i inne stworzenia zapanowały nad światem ludzi, czyniąc ich sobie poddanymi. Korzystają z życia, jakiego nigdy nie znały, wiecznie skryte w ciemnościach. Wiedzą, komu to zawdzięczają. Bezimiennemu Panu skrytemu w potężnym wieżowcu w centrum Hollywood, do którego nikt nie ma dostępu. Nikt nie widział jego twarzy. Budzi w nich jednocześnie strach i podziw.
A on pozwala swoim dzieciom na wszystko, na co tylko mają ochotę.
Człowiek stał się niczym. Przedmiotem w rękach każdego, kto tylko zechciał mieć własnych niewolników. Stał się towarem sprzedawanym do burdeli, dla prywatnych właścicieli. A to tylko ci, którzy mieli prawdziwe szczęście. Prace, jakie muszą wykonywać pozostali… lepiej o nich nie mówić.
Obecnie mamy rok 2045.
Hollywood zmieniło się w Bloodywood.
www.miasto-bloodywood.blogspot.com